MOJA DROGA NIE JEST DROGĄ POD GÓRĘ

ŚLIWA W SUCHEJ

Jest rześki, wiosenny poranek.

Dziwna, jednocześnie kojąca cisza. Po ostatnich przewalankach w polityce – a to zapowiedzi zmian w sądownictwie, czy likwidacji gimnazjów – wydaje się być zbawienna.

Słowa jak brzytwy.

Jeszcze brzmią we mnie słowa Makłowicza sprzed kilku dni o lepkim jęzorze bieżącej polityki, którego starał się unikać jak pocałunku śmierci.

Lepki jęzor, pocałunek śmierci… Zawiść, walka, wzajemne obrażanie. Kto górą? Kto dołem? Kto wygra? Kto przegra? Kto lepszy? Kto gorszy? Zęby nienawiści ociekające słowami tnącymi jak brzytwy…

Kłótnie, nieporozumienia, ciągnące się urazy. W pracy, mimo że znam już Gentle Teaching, i z dziećmi w szkole mi „wychodzi”, to już z koleżankami klapa… W domu? Klapa do kwadratu – ciche dni, gierki, płacz, pretensje. Myśli – ciach. Oczekiwania – ciach. Rozczarowania – ciach, ciach…

Słowa jak brzytwy tkwią też we mnie. Karcą i zawstydzają: Musisz być taka, a nie taka!, Powinnaś to, a nie tamto!. Walczę ze sobą, walczę ze światem. Wyczerpana i bezsilna mogę jedynie atakować „wroga”, samą siebie lub uciec gdzieś.

Uciekam.

I nagle cisza.

Niepokojąca?

Dojmująca?

Nie! Łagodna i śpiewna! Pachnąca lasem, wiosennym kwiatem śliwy za oknem i czymś jeszcze… Kadzidłem?

– Oaza – myślę – Hm? Może to faktycznie oaza pośród pustyni, pustki wypełniającej mnie od środka i wlewającej się z zewnątrz?

OAZA

Nasłuchuję. Nic nie słyszę. Potem słyszę tyle, że otwieram oczy. Siedzę jak zaczarowana, kiedy wyglądający na starszego niż jest jezuita w szarych spodniach i takiejż koszuli mówi:

– Nic nie musisz. Niczego nie powinnaś, masz jedynie kochać.- Usta otwierają mi się coraz szerzej w miarę jak go słucham. – Przyczyną tego, co czujesz nie jest zachowanie innych ludzi, tylko twoje niezaspokojone lub zaspokojone potrzeby. To nie wina polityków, że czujesz złość. Owszem, możesz się z tym nie zgadzać, ale to tylko bodziec, a nie przyczyna. Przyczyną jest to, że chciałabyś równych szans dla wszystkich w poszanowaniu odmienności? Może kontaktu, wzajemności? Uznania, że ty myślisz inaczej?

Ojciec Mieczysław uśmiecha się unosząc lekko lewą stronę ust.

– Niy? – pyta, czy potwierdza jednocześnie? – Niy? – I tak co chwilę, gdy widzi, jak we mnie i ludziach siedzących obok coś się otwiera.

Przyjechałam tu na rekolekcje. Jedyne, czego się spodziewałam uczestnicząc w takiej formie po raz pierwszy, to uciec, zapomnieć, pogrążyć się w smutku. Chciałam pocałunku śmierci, a dostałam nadzieję. Że zawsze mam wybór, wpływ. Że mogę znaleźć tysiące strategii na zaspokojenie swoich potrzeb. Wspólnych wszystkim ludziom uniwersalnych, pięknych potrzeb! I że do nich prowadzą mnie moje uczucia! Słuchać! Słuchać siebie i mówić- szczerze i autentycznie o tym, co dla mnie ważne, co żywe, co chce wyjść i zajaśnieć, rozświetlać pustkę! O yeah!

Ojciec Mieczysław mówi o trzech ważnych nauczycielkach w jego życiu. To Jezus, Ignacy Loyola i jakiś Rosenberg. Tych dwóch pierwszych trochę znam. Kiedyś chodziłam na religię, kiedy była jeszcze po lekcjach, w salce przy kościele. Ale kto to jest ten Rosenberg?

I wtedy rusza lawina.

Wiosenny poranek przeradza się w nieskończoną ilość rześkich, wonnych i ciepłych poranków w moim życiu. Poznaję Rosenberga i jego Porozumienie bez Przemocy. Przy okazji, też trochę tych dwóch pozostałych. Zaczytuję się w słowach: „To, co powiesz może zmienić świat”, „Miłujcie się wzajemnie, jak Ja was umiłowałem”. I wtedy po raz pierwszy przychodzi myśl: Chcę się tego uczyć!

Lawina schodzi dalej odsłaniając jednocześnie nowe dla mnie drogi na szczyt. Dostaję prezent „z góry” i już jestem studentką studiów podyplomowych Porozumienia bez Przemocy na Collegium Civitas w Warszawie.

COLLEGIUM CIVITAS

Zagłębiam się w moje uczucia i potrzeby. Kontempluję każde słowo trenerów, zatapiam się w transformacji przekonań i z chwili na chwilę jestem bardziej przy sobie, ze sobą, sobą…

Pamiętam dobrze ten moment, kiedy moje serce otworzyło się na miłość, na siebie, na moją odwieczną tęsknotę skrywaną pod zbroją silnej, surowej kobiety. Ciepły głos trenerki i pytanie jakby szeptem zadane tylko do mojego ucha, serca: Czy możesz powiedzieć TAK temu doświadczeniu? Temu, za czym tęsknisz?

– Tak. – usłyszałam słowa, które wypowiadały moje usta, ale jakby jakaś inna ja to mówiła. Ja z serca.

Całe życie chciałam się dzielić tym, co mam. A że raczej mam niewiele w kwestii posiadania czegoś materialnego, to pozostawało mi dzielenie się tym, co wiem, co potrafię, jakie mam doświadczenie, umiejętności, wiedzę. Chciałam uczyć ludzi, by wzrastali. Wychodziło mi to różnie, bo udzielałam rad, edukowałam, oceniałam co jest dobre, a co nie w kwestiach wychowania, podejmowania decyzji, osiągania harmonii, pełni i szczęścia w życiu. I to przyjmowane było z niechęcią. Nie wiedzieć czemu?

I ten moment, kiedy mogłam w końcu powiedzieć TAK swojej tęsknocie, przyjąć i zaakceptować to, że tak jest, że ja tak mam – że chcę innych uczyć, wspierać, pomagać… Bezcenny. Olśnienie, że MOGĘ wzbogacać czyjeś życie! MOGĘ i będzie to przyjmowane, bo teraz wiem jak to robić, by było przyjmowane – z pomocą empatii i z intencją miłości! Nie dla naprawiania kogoś, a dla wzbogacania jego życia.

DYPLOM CC - trenerki Joanna Behrendt i Kaja Kozłowska

Jeśli możesz sobie wyobrazić, drogi czytelniku, skrzyżowanie unoszącej się nad ziemią, zwiewnej istoty i Pomysłowego Dobromira z piłeczką uderzającą o jego głowę, to mniej więcej tak musiałam wyglądać w tym momencie. Przynajmniej tak się czułam.

Nagle klapki się otwierają.

Wszystko jest jasne, klarowne, droga na szczyt przejrzysta i usłana różami! Wzbogacanie życia! Potrzeba, która tkwi w moim sercu, a o której wspominał ojciec Mieczysław, że jest „królową potrzeb” mającą dla wszystkich ludzi, a szczególnie dla chrześcijan ogromne znaczenie! I że można tak po prostu czegoś chcieć i zaakceptować to, że się chce? I nie myśleć, że to egoizm? I nawet czuć lekkość, wolność i radość z tego powodu? „Egoizm to nie wtedy, gdy zaspokajam swoje potrzeby. Egoizm jest wtedy, gdy wywieram na kimś presję, żeby je zaspakajał” – mawia ojciec Mietek. Jeszcze wtedy nie wiem, jakie to trudne – nie wywierać presji, i że droga nie będzie usłana samymi tylko różami…

Jednocześnie wszystko zaczyna się układać.

Postanawiam!

Będę uczyć się NVC (ang. Nonviolent Communication – Porozumienie bez Przemocy wg Marshalla Rosenberga) i z pomocą empatii będę dzielić się tym z innymi!

Bo tak naprawdę robię to dla siebie, nie dla innych. Nie chcę być samotna. A jeśli opowiem komuś o Języku Wzbogacającym Życie (tak mówi się o narzędziach stosowanych przez NVC), to możliwa będzie między nami karmiąca komunikacja? Szczery i autentyczny dialog bez gierek, podtekstów, manipulacji i zranień?

I być może wtedy życie stanie się prostsze, łatwiejsze, lżejsze?

I jeśli będzie nas więcej, mówiących tym językiem, to być może świat stanie się bardziej przyjazny, radosny i szczęśliwszy? Świat, gdzie jest miejsce dla każdego, pełen szacunku, uznania i miłości.

Do takiego Świata chcę przynależeć. Taki Świat budować.

Piłeczka Pomysłowego Dobromira nie przestaje skakać…

Kolejny wiosenny poranek zaskakuje mnie w Suchej stwierdzeniem ojca Mieczysława:

– A ty się tam ucz na tych studiach, bo ja będę potrzebował pomocy – rzuca niby ad hoc przy pożegnaniu – Chcę uczyć Porozumienia rodziny.

– Dobrze – odpowiadam tylko i spoglądam w górę. Uśmiecham się do Boga. A może to On się do mnie uśmiecha?

witraż w kaplicy. Sucha

Coraz wyraźniej widzę drogę.

Lawin już coraz mniej w mym życiu. Marsz zrobił się jakiś lżejszy? Przyjemniejszy? I nagle zauważam, że nie idę na górę, że się nie wspinam. Nie męczę się, nie miotam, nie walczę. Idę. Dokąd? To przestaje mieć znaczenie. Najważniejsze, że idę własną drogą. Zaczynam uczyć o empatii; okazuje się, że mam potrzebne ku temu talenty – potrafię gadać (a o tym co kocham i co zmieniło moje życie mogę gadać bez końca), rysować flipy na warsztaty, mam zmysł do organizacji szkoleń, znam się na tyle na technologii komputerowej, że prowadzę fanpage, tworzę reklamy, daję tym możliwość inspiracji odbiorcom. Towarzyszę im. W odkrywaniu miłości, piękna i wyjątkowości samego siebie, konstruktywnych sposobów na kontakt z drugim człowiekiem.

Poranek nad stawem w Suchej

Mam w pamięci matki, które przestają krzyczeć na swoje dzieci odkrywając, że kiedy zaczynają z nimi rozmawiać „jak z dorosłymi”, to zyskują spokój i większy porządek w pokoju.

Pamiętam małżeństwa na skraju ich związku, które dzięki empatii odkrywają na nowo siebie i rozpoczynają ostrożnie, z ciekawością jeszcze raz nową drogę. Pełni niepewności i obaw, jednocześnie – zaczynają! Do dziś dostaję od nich życzenia na Święta. Jakby chcieli mnie zapewnić: Bywa trudno, ale z dnia na dzień jest coraz lepiej. Jesteśmy w tym razem.

Pamiętam twarze kobiet i mężczyzn, kiedy podczas ćwiczeń z empatii uwalniają głęboko skrywane tęsknoty i dociera do nich ich własna wewnętrzna prawda. Kiedy szepcą ze łzami w oczach „Chcę być autentyczna…” lub wykrzykują radośnie po transformacji przekonań i wielu latach tkwienia w swoim przekonaniu, że są „tylko mamami”: „Jestem artystką!” Jestem mamą, owszem. Jednocześnie kobietą, pracownikiem, mam pasje…

Uczę miłości. Ludzi i samą siebie. W doborowym wsparciu i towarzystwie moich ukochanych trenerów NVC, Marshalla, ojca Mietka, Ignacego i tego, od którego to wszystko się zaczęło – Jezusa.

Kaplica w stodole. Sucha

Mimo tego doborowego towarzystwa idę własną drogą. Stawiam z uważnością krok za krokiem. Sprawdzam. Uczę się. Chcę być perfekcyjna, jednocześnie teraz wiem, że jest to możliwe jedynie w miłości. Być doskonałym w dawaniu miłości – to najprawdopodobniej cel tej drogi. Najprawdopodobniej, bo jeszcze nie wiem.

Idę.

Znowu się uczę. Jestem teraz live & business coachem w duchu empatii, żeby móc lepiej wspierać ludzi w indywidualnym kontakcie, odnajdywać z nimi ich zasoby, widzieć więcej, głębiej.

Jestem pierwszym w Polsce licencjonowanym instruktorem Feel The Fear – programu Susan Jeffers NIE BÓJ SIĘ BAĆ. Kiedyś przeczytałam (R. Rohr), że w Biblii Jezus powiedział 365 razy: „Nie lękajcie się”. A i z własnego doświadczenia wiem, że lęk uniemożliwia życie w miłości. Stąd pomysł na kolejne warsztaty oswajające właśnie tę emocję, bo na tym polu mamy chyba wszyscy jeszcze dużo do zrobienia…

Idę. To jeszcze nie koniec.

Kasia Raabe

zdjęcia: Kasia Raabe

Rosa

2020-05-29T19:33:58+00:00