Do tego wpisu zainspirowało mnie pytanie w jednym z portali społecznościowych:

Hej, czy jest wśród Was ktoś żyjący w duchu NVC (Porozumienie bez Przemocy wg. Marshalla Rosenberga), będący wychowanym w tradycji katolickiej? Ktoś kto w zgodzie z sobą łączy te dwa światy lub stara się je połączyć?

Odpisałam następująco:

Dla mnie chrześcijaństwo i NVC łącza się o tyle, ile są dla mnie drogą, nie religią. I tak, próbuję łączyć je obie. To przez chrześcijaństwo poznałam NVC, i przez NVC poznaję chrześcijaństwo 😁

Chyba po raz pierwszy tak jasno i autentycznie odpowiedziałam innym i  sobie na pytanie: jak we mnie samej przenikają się te dwie przestrzenie? I zostałam poproszona o rozwinięcie mojej myśli: Drogą a nie religią? Na czym polega różnica? 

Od jakiegoś czasu wolę znajdować to, co łączy, a nie różni rzeczy. Takie postrzeganie  daje mi więcej perspektywy, mogę widzieć, jak wszystko i wszyscy jesteśmy połączeni, jak wiele nas łączy, spaja, zbliża. I chyba tak właśnie chcę odpowiedzieć – rozróżniając: droga versus religia.

 

DROGA

Jeśli mówię, że coś jest drogą, to tam jest ruch, życie. To jest droga „do”. Do jakiegoś celu. Intencji.

Ona prowadzi. Ku czemuś, z tą właśnie intencją miłości i kontaktu.

Podążam nią i wzrastam.

Krajobraz się zmienia z chwili na chwilę. Moje potrzeby zmieniają się z chwili na chwilę. Ja się zmieniam. Zyskuję świadomość, uczę się, wybieram, mam wpływ, czy iść tędy?, czy na skróty?, czy zwolnić?, czy przyspieszyć? Decyduję i przyjmuję odpowiedzialność za konsekwencje mojej zmiany. Czuję wolność i wtedy może jeszcze bardziej rozwijać się we mnie miłość.

To jest żywe. Droga jest żywa.

Miłość czyni żywym.

 

RELIGIA

Jeśli myślę o chrześcijaństwie, że jest jedynie religią, to w tym widzę sztywność. Brak tam życia.

Bo jeśli „religijność staje się ważniejsza od miłości, Kościół ważniejszy od życia, ważniejszy od sąsiada. I tak dalej”[1], to religia może stać się  przywiązaniem, martwą rzeczą z martwymi obrazkami, martwymi, pustymi formułkami. Wtedy odbiera wolność, uzależnia – tu idź, tu nie możesz! Nie powinno się tego, a teg; należy to, a to… Usztywnienie, brak  elastyczności, przepływu. I dotyczy to każdej idei, obiektu kultu bez względu na jego wymiar – może to być NVC, może to być dieta. Przywiązaniem, uzależnieniem, religią może stać się alkohol, używki, praca, zakupy, sex, sposób myślenia, kontrolowanie wszystkich i wszystkiego.

Chrześcijaństwo nie jest tylko martwa religią, bo w odróżnieniu od innych idei ma żywego Boga w postaci Jezusa, który był człowiekiem i poprzez zmartwychwstanie jest nadal wśród nas. Żywy mimo, że nie żyje. Bo żywą jest Jego nauka, poprzez którą zaprasza nas do tego, by codziennie „umierać” i „zmartwychwstawać” – uczyć się, widzieć więcej, poszerzać świadomość i podążać dalej drogą. I to czasem bolesne – żegnać się ze swoimi przekonaniami, racjami, naszym kontrolowaniem rzeczywistości, ale jeśli pozwolimy na tę zmianę w sobie, to odnajdziemy dalszą drogę, pójdziemy nią o krok dalej. Ku światłu. Urodzimy się na nowo. „Ja jestem drogą, prawdą i życiem”[2] powiedział Jezus. Ta droga prowadzi ku życiu.

Chrześcijaństwo nie jest też martwe dzięki Trójcy. Ma żywą relację z powodu obrazu Boga w Trójcy Św. Żadne inne wyznanie nie nazywa Boga jako trzy osoby, które stanowią jedność – „Odrębność osób, jedność w istocie, równość w majestacie”[3]. Stamtąd możemy czerpać wiedzę na temat doskonałej miłości i relacji. Za tym mamy IŚĆ. Drogą. Doskonalić się, dążyć do perfekcji, jednocześnie jedynie w miłości i relacji z tymi, których spotykamy tu, na ziemi, żeby móc osiągnąć Niebo – życie wieczne w miłości.

 

Wolę iść, poruszać się, rozwijać i wzrastać (i nie chodzi tu o brak trzymania się zasad, dogmatów Kościoła, przykazań. To raczej kwestia wyboru w wolności, ale o tym może innym razem? 😊)

 

Iść drogą do zbawienia, szczęścia wiecznego, oświecenia, pokoju i zjednoczenia. A to przez bycie w relacji z Bogiem, sobą i drugim człowiekiem na przykładzie relacji w Trójcy. Podążać za Jezusem, wpatrywać się w Niego, w to jak żył i żyje we mnie. Nie znam nikogo, kto wypełniony byłby tak bardzo empatią jak Jezus i od kogo mogłabym się tego uczyć. ( Z całym szacunkiem do wszystkich, z których czerpię inspirację tu na ziemi 😊) Nie znam i Jego zbyt dobrze, ale mam podręcznik, z którego mogę korzystać – Biblię.

NVC jest dla mnie drogą do szczęścia przez budowanie satysfakcjonujących relacji. kontaktu z sobą i drugim człowiekiem poprzez język, który daje życie, możliwość odczuwania siebie i innych – żywych, czujących, zmiennych z chwili na chwilę. To nie sztywny sposób komunikacji oparty na schemacie Porozumienia. Bo jeśli tak jest, to znowu to tylko martwy język, bez intencji miłości i kontaktu. Rosenberg widział to w rozróżnieniu: postawa “Jestem żyrafą” vs “Używam języka żyrafy”. Żyrafą mogę się stawać, uczyć się poprzez praktykowanie w drodze. Tam idę.

Z pomocą języka uczuć i potrzeb idę głębiej, dalej, widzę więcej, szerzej. Z uważnością przekraczam  swoje ograniczenia, odkrywam mało służące przekonania, ale też swoją wyjątkowość i to, że się liczę.

To dzięki narzędziom NVC mogę bardziej widzieć swoje błędy, grzechy (mogę mieć ich większą świadomość), jako niekonstruktywne, chybione strategie zaspokajania moich potrzeb. Wtedy mogę przyjąć je jako informację zwrotną, żałować i kolejnym razem postąpić inaczej. Zmienić coś. Zmienić siebie. Mogę kochać i żyć.

 

I w ten sposób chrześcijaństwo i NVC łącza się dla mnie. o tyle, ile są drogą, nie religią. W tej drodze jest balans, równowaga, środek. Jest wolność, miłość i życie.

 

Moja siostra mawia: „ Żyj tak, żeby z niczego nie robić religii”. Dodałabym do tego: „I jednocześnie tak, by religią było wszystko, a jeśli tego nie potrafisz, to idź. Drogą.”

 

 

Możesz iść tą drogą, nie musisz.

Niczego nie powinnaś, raczej możesz.

Nie ważne co należy, a to, co chcesz, wybierasz, na co się decydujesz i za co przejmujesz odpowiedzialność.

 

Zdaję sobie sprawę, że nie dla wszystkich to, co napisałam jest zgodne z ich przekonaniami. Dzielę się tu jedynie swoim doświadczeniem, swoją interpretacją tego, co usłyszałam i co się we mnie integruje. Czy to prawda? Nie wiem? Możesz sam sprawdzić zgłębiając biografię Jezusa lub źródła podane w przypisach. Jednocześnie biorę odpowiedzialność za każde napisane słowo i jestem otwarta na dialog. Z miłością!

Kasia

 

[1] A. de Mello, Przebudzenie, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2015, s. 93.

[2] J 14, 6, Biblia.

[3] Prefacja o Przenajświętszej Trójcy; przyp. Autora – PREFACJA (praefatio – łac. przedmowa) – modlitwa dziękczynna, rozpoczynająca modlitwę eucharystyczną w rzymskiej tradycji liturgicznej, rozpoczynająca się dialogiem pomiędzy kapłanem i wiernymi („Pan z wami… I z duchem twoim… W górę serca… Wznosimy je do Pana”); stanowi pierwszą część modlitwy eucharystycznej. Kapłan śpiewa ją lub recytuje z rozłożonymi rękami. W treści wyraźny jest motyw dziękczynienia połączony z obchodem liturgicznym, dla którego prefacja jest przeznaczona (prefacje adwentowe, bożonarodzeniowe, wielkopostne, wielkanocne, zwykłe itp.).- źródło: https://www.przewodnik-katolicki.pl/Archiwum/2007/Przewodnik-Katolicki-48-2007/Poradnik-duchowy/Slowniczek-liturgiczny-Co-to-jest-prefacja , dostęp z 07.02.2021.