Sęk w tym.
Jak i dlaczego swoje życie oprzeć na empatii, czyli o artykule, który nie powstał.

Leśna terakota

Jeszcze w piątek tak miałam: Działaj! Rób coś! Cokolwiek, co możesz w tej sytuacji bezsilności i bezradności! I kiedy Justyna Niebieszczańska wysłała do mnie wiadomość z propozycją napisania artykułu na Creativity First (szczerze polecam ten portal!!!) pt.: „Jak i dlaczego swoje życie oprzeć na empatii” odpowiedziałam bez wahania: Piszę! W głowie był już plan, nawet wizualizacja wyglądu artykułu. Sposoby na obdarzenie siebie i innych empatią lśniły w piękniuchnych punktach jeden pod drugim.

I… Tak było w piątek.

Sobota.

Sobota zastała mnie w całkiem odmiennych okolicznościach. Coś się zmieniło. Nagle straciłam zapał do działania, pisania czegokolwiek. Był jedynie koc i smutek skrzętnie nim okrywany. I co teraz? Przecież obiecałam! Powiedziałam, że wiem co napisać. Że w obliczu tego pandemicznego lęku, który pochłania nas wszystkich mam na to sposób. Empatię. I że o tym napiszę. O tym jak na niej opieram swoje życie, jak radzę sobie z trudnymi emocjami lęku, bólu, braku poczucia bezpieczeństwa.

I… Nic. Bezruch. Totalna klapa, wszechogarniające NIE WIEM. Niemoc.

Co się zmieniło? Dlaczego teraz nie czytasz tamtego artykułu, który miał powstać w piątek???

Bo to, co było dla mnie ważne w piątek nie jest już ważne teraz, w niedzielę.

Niedziela.

Potrzeby są zmienne. Zmieniają się z chwili na chwilę i empatia jest o tym, by z pomocą uczuć identyfikować je, rozpoznawać i na nie odpowiadać. Bo wtedy żyjemy w zgodzie z sobą, w wolności, uldze , i z tego miejsca możemy występować do świata.

W piątek był niepokój i potrzebowałam działania. Na piątek to była strategia, która zaspokajała moją potrzebę bezpieczeństwa, dobrostanu, sensu. Kiedy działam, to mam wpływ. Jakikolwiek w obliczu bezsilności związanej z kwarantanną, pandemią, królującym wirusem.

W sobotę przyszło do mnie, że to nie o wpływ chodzi, bo działanie moje i innych przygniotło mnie, wepchnęło pod koc w miejsce nie-mocy. Ze świata posypały się przejawy różnorodnych wspólnotowych działań: webinary, darmowe szkolenia online w zakresie pieczenia chleba, sposobów spędzania czasu z dziećmi, tworzenia nowej strategii firmy działającej zdalnie. Pojawiły się oferty wsparcia specjalistów w sytuacjach traumatycznych, sąsiadów w zakupach, zaproszenia na skupienia, wspólne modlitwy, ćwiczenia jogi i medytacje o jednej porze.

Refleksja przyszła w konfrontacji mojego smutku ze złością koleżanki, która przez komunikator wykrzyczała: „Jak jeszcze ktoś mi powie, że mam medytować, to zatłukę!!!”

A o tym miał być mój nienapisany artykuł! Że jeśli będziemy empatyczni dla siebie, w kontakcie z własnymi emocjami i potrzebami, to damy radę. I że sposobów na to wiele (jednym z piękniuchnych, tłuściutkich podpunkcików w artykule miała być medytacja właśnie!).

I świat runął.

Nie ma recepty.

Nie mogę wypisać w punktach jak należy empatycznie żyć. To niemożliwe! Nawet podzielenie się tym jak to jest u mnie wydaje się być bezsensowne.

medytacja, kontemplacja

Potrzeby są uniwersalne.

Wspólne dla wszystkich ludzi. Teraz wybrzmiewa w nas silnie potrzeba bezpieczeństwa fizycznego i emocjonalnego. Tylko strategie na jej zaspokojenie są tak różne, jak różne pojawiają się w nas emocje. I jedynym sposobem , którym mogę się podzielić, ująć w piękniuchny punkt jest pytanie, które każdy może zadać sam sobie:

  • Czy mogę powiedzieć TAK temu, czego doświadczam?

I jeśli odpowiedź na to pytanie brzmi:

– Nie! Nie mogę powiedzieć TAK mojej złości, bólowi, smutkowi, obawie o zdrowie, życie moich bliskich, niepewności co to będzie? I jak będzie?

To pytanie należy zadać ponownie:

  • Czy mogę powiedzieć TAK temu mojemu NIE?

Czy mogę mieć obawy? Lęk? Niemoc, bezsilność i smutek? Czy mogę mieć złość, wkurw, czy rozpacz? I czy mogę reagować jak reaguję? Czasem działaniem, czasem jego brakiem i hibernacją? Czasem atakiem, ocenianiem innych – Jak oni mogą? Czasem ucieczką pod koc? Czasem chęcią gromadzenia się online we wspólnej medytacji?

Mogę. To jest możliwe.

Branie odpowiedzialności za swoje emocje uwalnia nas od presji, prowadzi do tego, czego najbardziej potrzebujemy tu i teraz. Bycie w kontakcie z sobą z chwili na chwilę sprawdzając, czy mogę powiedzieć TAK temu, czego właśnie doświadczam to jest życie z empatią.

Z empatią dla siebie. A stąd już mały krok, by móc obdarzać nią innych.

Dlaczego?

Bo to jest o wolności, uldze, braku walki z najważniejszą osobą w moim życiu – ze mną. Kiedy przestaję ze sobą walczyć, żyć w świecie presji, przymusu, powinności, a zaczynam żyć w świecie empatii dla samej siebie, to ten świat staje się prostszy. Wybory są łatwiejsze, decyzje bardziej moje. Czuję uwolnienie i sens. Pojawia się kreatywność, zamiast działania na oślep, byle coś zrobić.

W tym właśnie sęk!

Poranek

I dlatego nie czytasz teraz artykułu, który miał zawierać piękniuchne wskazówki jak sobie radzić w obliczu pandemii i kwarantanny. Czytasz mój list do Ciebie i zaproszenie do sprawdzania: co u Ciebie z chwili na chwilę? Bo Ty sam/sama wiesz, co dla Ciebie najlepsze, co w Tobie żywe i co Cię do tego „zdroju wody żywej” zaprowadzi – kontakt z sobą – empatia dla siebie i jedno pytanie:

  • Czy mogę powiedzieć TAK temu, czego doświadczam?

Kasia Raabe

P.S.

A dla tych „działających” – jeśli nie widzicie działania w tym, że siedzicie z pupą w domu oświadczam, że robicie wiele! Robicie poprzez mówienie NIE wirusowi! Stosujecie ochronne użycie siły poprzez:

  • pozostawanie w domu;

  • odpowiednie i częste mycie rąk;

  • bieżące pranie odzieży;

  • dezynfekcję sprzętów;

  • nie zbliżanie się do ludzi na odległość metra podczas zakupów;

  • nie dłubanie w nosie

  • i wiele innych czynności…

    (mam moje piękniuchne punkciki!:-) )

2020-06-02T18:37:48+00:00

Leave A Comment

one × four =