Przyjmowanie tego, co JEST

PRZYJMOWANIE TEGO, CO JEST

O tym, co usłyszałam i kilka refleksji ze spotkania z o.Christlinem Rajendramem trenerem i asesorem NVC

Warszawa 17 – 19.08.,2022 r.

Mówi się, że przed wejściem do morza rzeka drży ze strachu.
Spogląda wstecz na ścieżkę, którą przebyła,
ze szczytów gór,
długa kręta droga przecinająca lasy i wsie.
A przed nią widzi ocean tak ogromny,
że wejście
wydaje się, być niczym więcej niż
zniknięciem na zawsze.

Ale nie ma innego wyjścia.
Rzeka nie może się cofnąć.
Nikt nie może wrócić.
Powrót jest niemożliwy w istnieniu.
Rzeka musi zaryzykować wejście do oceanu
bo tylko wtedy strach zniknie,
bo tam rzeka będzie wiedziała,
że nie chodzi o zniknięcie w oceanie,
ale o stanie się oceanem.

Rzeka nie może powrócić, Kahlil Gibran

Treści, które usłyszałam podczas spotkania dialogowego z o. Chrisem poruszyły mną do głębi. Są odzwierciedleniem tego, za czym idę, ku czemu podążam i co chcę dawać światu podczas moich warsztatów. Wiele z nich odnajduję u siebie w obszarach mojej działalności: empatyczna obecność i budzenie świadomości swoich potrzeb, akceptacja siebie jako fundament komunikacji i akceptacji innych, przyjęcie świata takim jakim jest – z odwagą i odpowiedzialnością wychodzenie ku niemu, praktykowanie elastyczności i otwartości ku harmonii i życiu „w środku” jako wyraz równowagi i życia w zgodzie z sobą, dążenie ku dobrostanowi jako naturalnemu prawu każdego człowieka.

To wszystko odnalazłam podczas spotkania z o. Chrisem. To usłyszałam od człowieka, który wybiera „życie bez wyboru” – żyje i płynie z nurtem życia – przyjmując życie jakie jest, pozostając w wielkiej pokorze dla tego życia, w pokoju i spokoju.

Odnalazłam też coś więcej – moje własne połączenie wszystkich obszarów, którymi się zajmuję z duchowością – z Bogiem, który się przejawia w moim życiu. Jest Życiem! Jest Drogą i Prawdą! „Rzeka musi zaryzykować wejście do oceanu, bo tylko wtedy strach zniknie” – „ryzykuję” tym połączeniem. Jednocześnie wierzę i ufam życiu, że to właśnie moja droga i że znajdę na tej drodze mi podobnych. Ludzi, którzy również zaryzykują, na tyle, żeby uczestniczyć w moich warsztatach, gdzie to połączenie się przejawia.

Przyjmuję to jakie jest.

Opowieści o. Chrisa

Dzień 1

KOMPLETNA AKCEPTACJA SIEBIE to PODSTAWA każdej komunikacji – mówi  Christlin Rajendram SJ – jeśli nie akceptujemy siebie, to trudno nam akceptować kogoś” ( i to dotyczy również naszej relacji z Bogiem). Chodzi o takie otwarcie się na siebie, na wszystkie nasze wiem i nie wiem, lubię, nie lubię, umiem, nie umiem. „Zakładamy, że nie wiemy jak to zrobić, że to trudne, że ktoś nas musi tego nauczyć. Nikt nas nie uczył mówić, chodzić. Żeby akceptować siebie nie musimy nic zrobić prócz świadomości, że to już jest w nas. Prócz świadomości siebie. „. 

„Opór ( który się pojawia, kiedy myślimy o kompletnej, pełnej i radykalnej akceptacji siebie takimi, jakimi jesteśmy) jest naturalny. Mamy go wszyscy. Chodzi o to, by go zauważyć, rozpoznać i przyjąć takim, jaki jest. To sposób na życie w jedności w tym, jak ono płynie.”

„Kiedy przyjmiemy, odpuścimy swój opór (związany z akceptacją siebie, że nie chcemy, nie potrafimy w pełni kochać siebie) wtedy nauczymy się akceptować wszystkie części nas samych”. 

Paradoks? Życie to same paradoksy dla nas, którzy wychowaliśmy się w przekonaniu, że to, co nam się przytrafia w życiu jest łatwe albo trudne. „Nie chodzi o to, że życie jest trudne albo łatwe. Życie jest takie jakie jest” – mówi o. Chris

I jeszcze jedna ważna rzecz: „Nie jest konieczne, żebyśmy się zmieniali. Konieczne jest bycie obecnym ze sobą. Nabieranie świadomości gdzie się pojawia opór i puszczenie go. Zmiana jest nieunikniona. I tak się zadzieje. Życie samo o siebie zadba. Chodzi o tę pewność, że kiedy pozwalamy zmianie się zadziać, to wtedy ona się staje”. 

W tym przyjmowaniu oporu (lęku, obaw, złości, wstydu, smutku…) ważne jest, żeby nie powstrzymywać myśli. „Jeśli próbujemy zatrzymać coś, co jest naturalne, to stosujemy przemoc. Zauważać, że są, pozwalać przychodzić i odchodzić” – to jest o przyjmowaniu siebie ze wszystkim, co we mnie. Z tymi myślami też. Witać i żegnać. Kłaść myśli na liściu na wodzie, na przepływającej chmurze, na krze na rzece… Bo „im bardziej zasilamy myśli uwagą, tym więcej ich powstaje” i trudno nam być w tu i teraz. 

Dzień 2

W PRZYJMOWANIU ŻYCIA TAKIM JAKIM JEST chodzi o bycie otwartym na życie. Mamy swój pomysł na własne życie. Chcemy, by było takie, a takie… „Oczekujemy, że życie potoczy się ścieżką, którą sami wytyczymy, zamiast iść ścieżką, którą wytycza życie.” To komplikuje życie, staje się ciężarem, mówimy, że jest „trudne”. Zmagamy się z życiem. „Niezależnie jakie mamy oczekiwania, życie płynie. Czy się zmagasz, czy nie – ono płynie”. To po co się zmagać? Tu ważna jest semantyka: „Jak chcemy mówić o tym, że życie jest trudne, to będzie trudne”. Wydaje nam się, że jest „właściwa” i „niewłaściwa” droga. A tu chodzi o to, że wszystkie są właściwe. Wszystkie niosą ze sobą dary, błogosławieństwa, wymierne korzyści. Będąc obecnym w życiu zauważysz je. „ŻYCIE KŁADZIE NAM NA KOLANA”. To wszystko dla nas! Dobrostan jest naturalnym prawem człowieka. Tym, co nas powstrzymuje przed wzięciem tego z kolan jest opór w postaci lęku, że nie zasługujemy, nie damy rady. A jedyne, co mamy wiedzieć, to to, że „życie przyjmuję nas jako księżniczkę czy  księcia i dba o nasze potrzeby. ŻYCIE NIE DZIAŁA PRZECIWKO NAM!”, a my często próbujemy „sikać pod wiatr”. 

Rodzi się tu pytanie: czy przyjmowanie życia takim jakim jest postawą bierności? Narażania się na ciosy życia? Losu? Ludzi? 

Nic bardziej mylnego! „Przyjmowanie życia takim, jakim jest to coś najbardziej aktywnego, co możemy zrobić. Być może to jedyny sposób, by żyć.” By nie być martwym, nie martwić się. „Możemy się opierać – żyć w goryczy, złości, urazie, albo przyjąć to (wziąć sprawy w swoje ręce – aktywne działanie) i żyć w słodyczy”. Tylko doświadczając życia, przeżywając je, z odwagą, otwartością i akceptacją wchodząc w eksplorowanie i eksperymentowanie możemy sobie z tego zdać sprawę. „Można przyjąć życie będąc ofiarą lub żyć pełnią”. Obie opcje są o przyjęciu tego, co jest. 

„Akceptacja (nie łączyć z aprobatą) nie jest czymś biernym. W obliczu cierpienia, wojny mamy niewiele wyboru. Najlepszy wybór to być obecnym w tym, co jest – bez oceniania, krytyki, w pełni poświęcając uwagę. Bycie obecnym JAK JEST wojna, to znaczy: Jestem otwarty na to, co jest (wojna jest i niesie ból, tak) i jednocześnie jestem otwarty na to, co we mnie – mogę chcieć bronić, służyć, przyczyniać się jakoś do tych działań – na to też mieć otwartość. Przyjmujemy życie takim jakim jest nie po to, by akceptować wojnę, ale by być obecnym dla ludzi, którzy cierpią. Akceptowanie wojny, cierpienia, to właściwie bycie obecnym z pokojem w swoim sercu. Moją naturą jest pokój i mam do tego dostęp kiedy chcę ( tak wybieram i mam ufność, że tak jest). I mogę tym pokojem obdarzać innych. 

 

„W przyjmowaniu życia takim, jakie jest nie liczę ile razy popełniłem błąd, tylko ile razy straciłem szansę na życie takim, jakie jest – na spotkanie z Bogiem. Bo Bóg to Życie. Niech was nie rozpraszają słowa! Nie dajmy się złapać na słówka! Obecność Boga to jest to, jak życie płynie. I my jesteśmy w tej obecności.”

Dzień 3

Surrender (z ang. poddać się) nie jest o poddawaniu, kiedy nie mamy siły walczyć. „To o najbardziej twórczym działaniu ludzkim jakim jest ODPUSZCZANIE W WOLNOŚCI.

” Boimy się oddać coś, płynąć w nurcie życia. Boimy się stracić kogoś, coś. Lub że ktoś przejmie kontrolę albo, że spotka nas coś, co nie będzie nam się podobało. Odpowiedzią na te lęki jest twórczy, kreatywny akt, nasz ruch w stronę oddania się życiu i pozwolenia mu na działanie.

Odpuszczanie w wolności jest czymś, co rozkwita w człowieku. To proces. Nie zadziewa się od tak. Możemy odpuścić wtedy, gdy jesteśmy na to gotowi – w wolności. Jeśli nie, to to, co możemy na początku zrobić, to pozostawić swoje osądy. Być obecnym bez osadów, planowania. Wtedy coś w nas się zmienia – z tego miejsca pochodzi nowa energia i nowa świadomość. Surrender staje się możliwe. 

Jeśli odpuszczamy w wolności, to życie nas wspiera, mamy otwarty umysł, a potrzebna pomoc przychodzi. I to nie jest historia o szczęściu, które nagle samo przychodzi, a o naszej otwartości na przepływ życia w nas. To nasza świadomość, dzięki której pojawia się w naszym życiu to, o co prosimy. W tym stanie „wszystko, co nas spotyka jest błogosławieństwem i przychodzi z nurtu życia. Nie ma się co bać! Można stawić czoło życiu właśnie takiemu, jak się przejawia. Oddać się życiu i pozwolić mu działać.” 

A co, jeśli nic się nie zmienia? – to znaczy, że nie ma odpuszczenia, że proces nie następuje. Jeszcze nie. „W każdym „Co jeśli?” jest lęk żeby nie zniknąć, że nic się nie zmieni, że drzwi się nie otworzą – lęk przed poddaniem. Nie oczekujmy niczego. Rzeka oddaję się swojemu biegowi i staje się oceanem.” Słodka kapitulacja.

Otwierać się na to, co życie niesie, np. na deszcz, cieszyć się deszczem – kiedy się powstrzymujemy odpuszczenie jest wyzwaniem. „Potrzebujemy doświadczać. Tylko przez wchodzenie w doświadczenie możemy przekonać się jak to jest zyskać świadomość.” Próbowanie, ryzykowanie, eksplorowanie z uważnością. Obserwacja bez interpretacji- świadomość i empatyczna obecność pozwalają widzieć wyraźniej i powoli może dojść do odpuszczenia. 

Odpuścić sobie. Nawet „Boga odpuścić w sobie. Bo to może być przeszkodą na drodze, gdzie Bóg może się objawić ( możesz Go nie rozpoznać w codziennym doświadczeniu). Nasz umysł ma pomysł na obraz Boga, a nie jest w stanie Go pojąć. Dlatego trzeba odpuścić sobie i Boga. Bóg jest Życiem. Droga. I prawdą.” On po prostu Jest.  

 

Nie ma nic łatwego. Nie ma nic trudnego. Jedno i drugie – to też JEST częścią nurtu życia.

Kasia Raabe

 

(Słowa o. Chrisa cytuję w cudzysłowie. Tekst w nawiasach jest mojego autorstwa i powstał tylko po to, by jaśniej oddać idee tego, co mówił o. Chris, a co jest moim również)

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

jedenaście − pięć =

Opinie zadowolonych klientów

To jest duża umiejętność Kasiu, współtworzyć taką profesjonalną i jednocześnie pełną wolności i swobody atmosferę podczas warsztatu. Pozwolić płynąć energii, jaka się tam pojawiła. Mam poczucie, że szłaś dużo ważniejszą drogą niż presja zrealizowania programu - szacunku do każdego z tam obecnych.

Magdalena - Global HR Lead

Chciałem Ci bardzo za te warsztaty podziękować :) Byłaś bardzo osadzona w tematyce zajęć. Widać było, że wiesz o czym mówisz i mówisz to całą sobą! Podczas zajęć udało Ci się wytworzyć atmosferę wzajemnego zaufania i współpracy. Jestem pod ogromnym wrażeniem prezentacji!! Była świetna graficznie. Dynamiczna i z wykorzystaniem ciekawych efektów. Generalnie bawiłem się świetnie.

Wojtek – psycholog / psychoterapeuta

Dziękuję Ci Kasiu za tworzenie poczucia wspólnoty, zrozumienia i pełnej akceptacji podczas warsztatu. Za poczucie, że w 100% skupiasz się na moich potrzebach, i że takie samo poczucie mieli inni. Za towarzyszenie w kontaktowaniu się z samą sobą w poczuciu pełnej akceptacji i miłości do siebie.

Renata – nauczyciel

Twój sposób prowadzenia - energetyczny, dający uczestnikom poczucie, że trener wie, co robi. Wyłuskujesz dla nas rzeczy najważniejsze, potrzebne akurat nam – takie nakierowanie na osobę, konkretną osobę. Czułam się zauważona i kochana. Miałam poczucie, że zarządzasz tym projektem dla dobra uczestników. Robiłaś to niezwykle taktownie. Zbudowałaś autorytet. No i widać, że jesteś praktykiem!